sobota, 6 kwietnia 2013

Wiosna, wiosna, wiosna, ejże Ty!


Na blogu moim minęły Święta Wielkanocne i malowane jaja (nawet w tym roku oskrobałam jedną skorupkę metodą mojej babci Ani)  i Święto Drzew i Równonoc... Wszystkie te święta symbolicznego pożegnania zimy, zła, śmierci.. Coś nie chce nas to zło opuścić, ale może za to przebudzenie będzie intensywne, ciepłe i płodne :D
I Marzannę robiłam nawet (ale nic to nie zmieniło... może dlatego, że nie utopiłam jej pogańskim zwyczajem w rzece, ze strachu przed mandatem, tylko poszłam z nią na spacer :) Aaaaaaaa! To wszystko przeze mnie. Musicie mi wybaczyć. Obiecuję poprawę - za rok ukatrupię kukłę.)


O jednym wydarzeniu nie mogę jednak nie wspomnieć. Zwłaszcza, że obiecałam Oli, że pokażę co tam majstruję po nocach i z lekkim opóźnieniem, ale jednak, zamieszczam posta.

Wiosna, wiosna, wiosna :) 
Choć za oknami śnieg, to u nas już jest. Tak od trzech lat z malutkim kawałkiem. 
Spóźniła się trochę wtedy, bo pod koniec marca zawitała, ale jak już przyszła tak została i jest.
I uśmiecha się do nas, ale tak uśmiecha, że nawet w środku zimy ciepło na duszy i wiosenkę czuć. 
A ja z okazji tej trzeciej rocznicy jej pobytu w naszym domu postanowiłam mimo braku czasu zasiąść i stworzyć coś od siebie dla niej. 

I "zdekupażyłam" niebiesko-motylkowy, wiosenny zestaw urodzinowy :) 
I się Wam pochwalę, bo chyba wyszło nieźle, jak na pierwszą "przecierkę"
Prawie tak jak go widziałam oczami wyobraźni przed rozpoczęciem pracy.








    W środeczek mi troszeczkę farbki skapnęło, ale motylek wleciał i usiadł na plamce :)
    
Chciałam jeszcze dodać, że tłem do niebieskiego zestawu jest serwetka od babci, która zaraziła mnie szydełkowaniem serwetkowym i prawie skończyłam już swoją.
Babcia nawet mnie nie namawiała na szydełko. Na początku zleciła mi kupienie gazetek. Potem je sobie razem przeglądałyśmy i usłyszałam tylko: "O, taką to i ty byś zrobiła".
Pomyślałam: Dlaczego by nie! :) 
I szydełkuję w każdej wolnej chwili.
Zdradzę Wam tylko, że moja jest czerwona (taką akurat nitkę znalazłam w dookolu :))

A na koniec pozytywne słowa dla Was z piosenki która jeździ ze mną do pracy często.

"Nie wolno ci się bać. 
Wszystko ma swój czas. 
Ty jesteś początkiem do każdego celu"

Pozdrawiamy wiosennie i słonecznie!





niedziela, 17 marca 2013

niedzielnie, leniwie - czekając na wiosnę...

Jestem, jestem :)

Mija czas.
Powoli przychodzi wiosna, choć ostatki sił w ten weekend zebrała zima i dała nam popalić.
W piątek ledwo dojechaliśmy do domu, takie zaspy nadmuchała na drogi.
Ale dzisiaj mimo, że jeszcze dużo śniegu leży wszędzie w dookolu, to widać, że to już jej koniec, że ciepło tego słoneczka niedzielnego niedługo stopi te białe pokrywy i nic już z tej zimnej aury nie zostanie.
I chwała Bogu, Naturze czy innej Sile Wyższej! :)
A ja sobie żyję z dnia na dzień czekając na wiosnę.
Twórczo dopiero wczoraj odżyłam. Szydełko w ruchu i pędzelki :) Być może to dzięki temu słońcu, które się nachalnie wdzierało do środka, a może dzięki Sabince... (kilka z tych rzeczy specjalnie dla niej stworzyłam) Nie omieszkam się pochwalić tworami na blogu. I choćby nie wiem co - znajdę czas!
Tymczasem pozdrawiam wszystkich wiosennie!
An ☼










niedziela, 17 lutego 2013

kotecek

Wiecie, że dzisiaj Dzień Kota?
Z tej okazji zmalowałyśmy i skleiłysmy z Sabinką jednego czarnuszka :)


Ja zawsze chciałam tak jak kot mieć wszystko w... gdzieś :)
I uczę się tego. Tego luzu. Tego "zen" - jak mówi Kochanie.
Czasem wydaje mi się, że jednak jestem nierefolmowalna i mi już zostanie do końca życia ciągłe rozkminianie na części czegoś, co nie jest tego warte.

Ostatnio Kochanie trochę pomógł Dzikiemu (to kotek, który z nami mieszka) wyjść na podwórze. Sabinka spytała czemu wypchnął kota, a on odpowiedział, że gdyby mu nie pomógł, to by tak stał i się tylko zastanawiał: wyjść...? wrócić...? a może zostać w drzwiach?
Patrząc na tę sytuację - mam coś z kota :D
No może jeszcze to, że lubię się wylegiwać w ciepłym miejscu i uwielbiam tuńczyka.
I musi być po mojemu - zawsze!
Ciężko ze mną Kochanie ma :)

A Wy macie coś z kota ;)?

Pozdrawiamy wszystkie blogowe kociary i życzymy wszystkim miłej niedzieli!


wtorek, 5 lutego 2013

to, co kocham!

Piaskownicy nowe wyzwanie. Fotograficzne :) Czyli to co tygrysek taki jak ja lubi najbardziej, a na co w ostatnich miesiącach ma co raz to mniej czasu.
Wyzwanie pt. "To, co kochamy!"

Mam takie miejsce moje. Wspomniałam o nim tu.
Teraz nie muszę już jeździć w to miejsce, bo w nim mieszkam, ale mimo to, mimo że zagościł w codzienności mojej, jego urok nie minął a nawet dopisałabym do tych kilku zdań jeszcze mnóstwo wspomnień, zapachów, ludzi , chwil, wspólnych marzeń, uśmiechów i łez też...


...pyszne pieczone przez babcię skrzydełka,
zbieranie jabłek do koszyka jesienią,
borówki z krzaczka - najpyszniejsze na świecie!,
kawa do łóżka o poranku,
spacery z małym stworkiem i odkrywanie świata na nowo,
wspólne marzenia z M. i M. :)
ciocię świruskę, którą Sabi oczekuje z wytęsknieniem,
wszędobylskie, pojawiające się niewiadomoskąd koty,
dziadek zasypiający przed laptopem,
grzane wino przy -20 stopniach Celcjusza,
słoneczniki wychylające się zza płotu,
niebieskie, magiczne drzwi na stryszek,
pierwszy aniołek na śniegu...

I mogłabym tak pisać i pisać i pisać....
I tyle jeszcze byłoby niezapisanych chwil...  :)

A wszystko to zawiera się w tym zdjęciu, w tym miejscu...



Przy okazji Oli dziekuję za dobijanie się do mnie i za wyróżnienie!


Uwaga, uwaga! A oto i moje nominacje:
1. Atelier Rozmaitości
2. Szarobure i pstrokate
3. Bartas De
4. Villa Artis
5. Goya Rose
6. Ewelinaart, albo już może AkwareloweLOVE
7. Chwile w dłoni przymknięte
8. Nic nie wiem
9. Joanka-z
10. Wędrowanie moje
11. agnetha.home
12. Osowiała sowa
13. W wolnej chwili
14. Kiedy budzi się słońce - Maryś, proszę o fakty których nie znam :P
15. Pasja tworzenia

Zasady możecie przeczytać u Oli, która mnie nominowała.

a 7 faktów o mnie...
1. Mam 164 cm wzrostu.
2. Mam zawsze za mało czasu.
3. Mam na drugie Maria.
4. Umiem jeździć na łyżwach.
5. Lubię jeść.
6. Nie czytałam "Władcy Pierścieni".
7. Na pewno jestem uzależniona od kawy :)

 Niektóre z powyższych to niezaprzeczalne fakty :D

Mam nadzieję, że o wszystkich pamiętałam i powiadomiłam, Późna pora już i mi się te literki i linki mieszają...
Życzę wszystkim udanego dnia!
Pozdrawiam
An








niedziela, 13 stycznia 2013

wznieś serce nad zło...

Serce mam :)



    Nie to, że wcześniej nie miałam serca tylko teraz takie zrobione przeze mnie samą na szydełku mam hihi.
Już mi szydło nie straszne, tylko czasubrak (lubię marysiowe slowotwórstwo, tak jak stachurowe) i włóczkobrak (tym razem mój słowotwór)... ale liczę na poprawę bytu  w 2013 i zobaczycie jak się rozwinie pasja na razie niedorozwinięta jeszcze :D
To znaczy piszę tak, bo ja to słomiany zapał mam i kiedy Wam napiszę to większa szansa, że dotrzymam sobie danego słowa, bo już zapisane było i przeczytane, co najlepsze, przez wielu.
    A brak konsekwencji to jedna z moich wad, z którą walczę od lat. (wiem, wiem blog to nie miejsce na takie rzeczy jak pisanie o swoich wadach, ale cóż, oprócz tej pięknej i wspaniałej części mam też tą brzydką i z wadami. No i powiedziałam Wam prawdę... Już wiecie, ale nie opuszczajcie mnie, proszę...) Dużo rzeczy mam w planach od jakiegoś czasu i chciałabym zrobić, ale no nie wychodzą mi jakoś takoś, albo zacznę coś robić i zostawiam, bo nie mam serca już do czegoś zwyczajnie, gdyż nie wychodzi mi od razu tak jak bym chciała... A może to wynika z mojego perfekcjonizmu... Chciałabym, żeby wszystko było idealne od razu a przecież niekiedy trzeba wielu lat by coś opanować, wielu ćwiczeń, systematyczności, wyrzeczeń...
    Takim sposobem pogrzebałam wszystkie talenty, a teraz próbuję trochę odkopać. Tylko okres gorszy, bo to jednak nie te czasy. Teraz dziecię małe, nie-mąż, praca...
Ale staram się! Jeszcze troszkę mi chyba zostało czasu do odejścia z tego świata i może mi się uda pewne rzeczy osiągnąć i tego czasu nie zmarnować. Nigdy nie jest za późno na obranie właściwej drogi hehe. Jak myślicie?
I do roboty! Koniec leniuchowania!

    No ale post o czym innym miał być, a ja jak zwykle na jakieś inne tory myślenia zbaczam.
Dzisiaj Orkiestra Świąteczna Wielka (nie wiem dlaczego włączył mi się od jakiegoś czasu Yoda stajl i nie mogę się pozbyć tego przestawiania szyku i w ogóle przestawiania. Aaaaa!) gra i ja z tej okazji serducho zamieszczam, żeby chociaż się sercem złączyć z tą szczytną inicjatywą. Tym bijącym i tym wydzierganym hihi, bo zasypani jesteśmy w małym domku na odludziu i nie uczestniczę w tym roku w żaden sposób w Orkiestrze i po raz pierwszy od wielu lat nie wrzucę nawet symbolicznej monetki...
Teraz sobie pomyślałam, że też mogłabym wystawić coś na licytację dla WOŚP, ale ja człowiek małej wiary w siebie samą pomyślałam: "Z czym ja mam wystartować?" Ale może mnie olśni za rok.

W radio siesta. Muzycznie umila czas.
W środku spokój :)
Zmykam, bo jeszcze troszkę rzeczy do zrobienia mi zostało mimo, że słońce zaszło i chciałoby się żeby  siesta trwała i trwała i trwała...
Pozdrawiam Was!
Miłego końca niedzieli :)
Ania G.

Dziś pacyfka z okna Sabi. PEACE!


p.s. dla szydełkujących link how to make crochet heart
p.s. 2 widzieliście dzisiaj księżyc?





niedziela, 6 stycznia 2013

Domek na ścianie

     Jednym z uroków mieszkania na wsi jest to, że liczba domowników grubo przekracza tą widoczną na pierwszy rzut oka. Po dłuższym zamieszkaniu zaczyna się dostrzegać różnego rodzaju stworki, o których istnieniu nawet nie wiedziałeś.

    Gdy tylko na zewnątrz zaczęło się robić zimno w domu pojawiły się dziwne owady z przezroczystymi skrzydełkami, które jak ćmy leciały do światła. Dzięki "magii" internetu wiem już, że to zupełnie niegroźne złotooki, które chronią się w domach, bo nie przetrwałyby mrozów zimowych. Wyglądają jak małe bladozielone wróżki :)
    W różnych zakątkach co jakiś czas pojawiają się biedronki a w kącikach pająki. Od niepamiętnych czasów te z długimi odnóżami nazywam potocznie "Stefany". Nie boję się ich. Przynajmniej dopóki nie muszę ich dotykać. (Przy okazji, będąc w temacie robactwa, muszę Wam też wspomnieć o starym mieszkaniu i grubym pająku Waldemarze. Mieszkał na balkonie, podglądał nas i tkał tę pajęczynę, wydawało mi się, że ciągle od nowa...)
   Te malutkie robaczki to jeszcze nic. Od jakiegoś czasu w nocy słychać zza ściany chrupanie, drapanie i inne dziwne odgłosy....

   Pewnego razu, gdy Sabinka spała w pokoju na poddaszu, a ja z Kochaniem przed laptopem oglądałam serial, którego pierwszych odcinków w ogóle nie mogłam strawić a i teraz przy drugim sezonie zasłaniam oczy momentami. (Nie wiem do czego ten świat zmierza, ale ilość obrzydliwości pokazywanych na ekranie jest przerażająca i dla mnie zupełnie niepotrzebna. Rośnie straszne pokolenie, jakieś mało wrażliwe, którego chyba na prawdę nic nie rusza... - taka dygresja ;) ) Serial "The Walking Dead" - dla zainteresowanych.

   Wracając do tematu, zostałam sama w pokoju na chwilę i słyszę dobiegające z góry głośne drapanie i hałasy jakby to straszny zwierz dostał się do środka cudem jakimś... Zaczęłam powoli wchodzić po schodach, żeby zobaczyć co to za potwór tam hałasuje. Na szczęście mój wybawiciel w porę wrócił i wszedł na górę, żeby zobaczyć cóż to takiego. Nie zgadniecie co zastał - ciasteczko! Małe okrągłe ciasteczko, które leżało na podłodze. Małe, ale jednocześnie na tyle duże by nie zmieścić się do dziurki w ścianie :) Na pytanie Kochania, czy wyrzucić,ciasteczko, czy je połamać, żeby myszka mogła sobie wziąć do norki serce mi zmiękło i pomyślałam, że to tylko mała myszka. Maleńka taka... i dopóki mi nie pogryzie  moich tekstyliów to lubię ją.
Następnego dnia "zmalowałam" jej z Sabinką domek :)




I tak na marginesie - jak przy obecności kota w domu może być mysz?


An