niedziela, 6 stycznia 2013

Domek na ścianie

     Jednym z uroków mieszkania na wsi jest to, że liczba domowników grubo przekracza tą widoczną na pierwszy rzut oka. Po dłuższym zamieszkaniu zaczyna się dostrzegać różnego rodzaju stworki, o których istnieniu nawet nie wiedziałeś.

    Gdy tylko na zewnątrz zaczęło się robić zimno w domu pojawiły się dziwne owady z przezroczystymi skrzydełkami, które jak ćmy leciały do światła. Dzięki "magii" internetu wiem już, że to zupełnie niegroźne złotooki, które chronią się w domach, bo nie przetrwałyby mrozów zimowych. Wyglądają jak małe bladozielone wróżki :)
    W różnych zakątkach co jakiś czas pojawiają się biedronki a w kącikach pająki. Od niepamiętnych czasów te z długimi odnóżami nazywam potocznie "Stefany". Nie boję się ich. Przynajmniej dopóki nie muszę ich dotykać. (Przy okazji, będąc w temacie robactwa, muszę Wam też wspomnieć o starym mieszkaniu i grubym pająku Waldemarze. Mieszkał na balkonie, podglądał nas i tkał tę pajęczynę, wydawało mi się, że ciągle od nowa...)
   Te malutkie robaczki to jeszcze nic. Od jakiegoś czasu w nocy słychać zza ściany chrupanie, drapanie i inne dziwne odgłosy....

   Pewnego razu, gdy Sabinka spała w pokoju na poddaszu, a ja z Kochaniem przed laptopem oglądałam serial, którego pierwszych odcinków w ogóle nie mogłam strawić a i teraz przy drugim sezonie zasłaniam oczy momentami. (Nie wiem do czego ten świat zmierza, ale ilość obrzydliwości pokazywanych na ekranie jest przerażająca i dla mnie zupełnie niepotrzebna. Rośnie straszne pokolenie, jakieś mało wrażliwe, którego chyba na prawdę nic nie rusza... - taka dygresja ;) ) Serial "The Walking Dead" - dla zainteresowanych.

   Wracając do tematu, zostałam sama w pokoju na chwilę i słyszę dobiegające z góry głośne drapanie i hałasy jakby to straszny zwierz dostał się do środka cudem jakimś... Zaczęłam powoli wchodzić po schodach, żeby zobaczyć co to za potwór tam hałasuje. Na szczęście mój wybawiciel w porę wrócił i wszedł na górę, żeby zobaczyć cóż to takiego. Nie zgadniecie co zastał - ciasteczko! Małe okrągłe ciasteczko, które leżało na podłodze. Małe, ale jednocześnie na tyle duże by nie zmieścić się do dziurki w ścianie :) Na pytanie Kochania, czy wyrzucić,ciasteczko, czy je połamać, żeby myszka mogła sobie wziąć do norki serce mi zmiękło i pomyślałam, że to tylko mała myszka. Maleńka taka... i dopóki mi nie pogryzie  moich tekstyliów to lubię ją.
Następnego dnia "zmalowałam" jej z Sabinką domek :)




I tak na marginesie - jak przy obecności kota w domu może być mysz?


An

16 komentarzy:

  1. Może Twój kot i owa myszka żyją jak Jinks z Pixi i Dixi? Zadziwiające, że ta mysia dziura wygląda tak... kreskówkowo. A z tym rysunkiem już totalna bajka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Hehe nie wiadomo :) Myślę że kot ma w nosie że jakieś myszy są za ścianą :)

      Usuń
  2. ahahaha - no gdyby ONA doceniła ten domek, gdyby mogła jak i my spojrzeć na niego z tej perspektywy - to byłaby wzruszona... A Ona M. książek nie zje - eeee (to ja mu nic nie powiem jakby co hihihi)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, domek to dla Sabinki uciechy bardziej powstał nie dla myszki :)
      A myszy to już pewnie od powojnia w domu mieszkająi skoro do tej pory nie zjadły M. książek to już nie zjedzą :) Z resztą to pewnie mądre myszy i książki to one czytają po nocach :D

      Usuń
  3. Jestes niesamowita...pomysl z domkiem dla myszki...cudo!!! Tylko jak Marys slusznie zauwazyla czy onac doceni:) wies uwielbiam, tam sie wychowalam ale to robactwo wszelakie...uch.
    Pozdrawiam cirplutko.

    OdpowiedzUsuń
  4. To kiedy z Manią malujesz ścianę??? Ja już się rozkręcam i na większe metraże mam chrapkę hihi

    I nie to, że kocham robaki, ale dopóki mi w drogę nie wchodzą to niech sobie żyją :) Much nie trawię! ale z nimi to dopiero od wiosny wojna się zacznie. Na razie nie chcę o tym myśleć... :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To wspaniały pomysł! każda myszka powinna mieć swój domek :)
    A Wasz jest piękny :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie to wygląda :) Ciekawe kto bardziej szczęśliwy Sabinka czy myszka ;))))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Chyba Sabinka jednak szczęśliwsza. Ale mysza też. Bo jak słyszę skrobnięcie to nie mam już ochoty jej zabić :D

      Usuń
  7. Napisałam tu komentarz kilka dni temu, ale widzę, że się nie zapisał...
    No nic ponawiam!!!


    O MATKO BOSKA jakie Cudeńko:)
    Ile Sabinka musiała mieć radości:)
    A swoja drogą zdolne z Was Bestyjki:)
    Domek prześliczny, a myszka na pewno zaszczycona:)
    Buziaki.
    Ola:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, że ponowiłaś!
      A ja nie wiem dlaczego go nie ma komentarza...
      Nie mam w powiadomieniu na mailu :(
      Czasem te kompy płatają figle. Choć u mnie figle to zazwyczaj kliknięcie nie tego klawisza :)hihihi

      Usuń
  8. Pewnie ja też kliknęłam coś nie tak...:):):)
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ pomysł fantastyczny :) Przepięknie to wygląda :))) No teraz to myszka nie zbłądzi :)
    U nas też grasują - na dole i na górze, i też się dziwię, że psiak nie reaguje :D
    Pozdrawiam serdecznie
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas teraz dwa koty. Jeden adoptowany na okres ferii zimowych. Na razie myszki nie słychać :D

      Usuń