sobota, 12 lipca 2014

truskawkowa tarta

Ciężki czas ostatnio był dla mnie... Taki czas kiedy kilogramy zjedzonych truskawek i lodów nie pomagają, a uratowałoby cię dwanaście godzin snu, taki czas kiedy masz tyle pracy, że nie wiesz gdzie ręce włożyć i ucieszyłbyś się z gdyby wyrosła Ci dodatkowa para rąk, albo gdybyś dostał jakąś nadprzyrodzoną moc robienia wszystkiego w ekspresowym tempie. Taki czas kiedy czujesz, że wisi nad Tobą jakaś czarna chmura, taka zła energia, która zasłania wszystkie dobre promyki.
Pomyślałam że trzeba się tej chmury pozbyć, by jakoś te trudy znosić
Zrobiłam magiczną tartę malinową od Maryś. Taką co przenosi do herbacianego domku, a nawet przenosi w czasie. Jedząc pyszne ciasto pomyślałam życzenie: "Niech ta zła energia, zła moc odejdzie, niech wróci tam skąd przyszła i niech zabierze całe zło z mojego dookola!"
Śmiejcie się, ale powiem Wam jedno - to zadziałało!.
Nie wiem jak Wy, ale ja wierzę w moc słów, które wypowiadamy. Mają moc niestety też te smutne rzeczy, które słyszymy. Czasami są jak przepowiednia. Ja Wam życzę w otoczeniu ludzi-aniołów, którzy dodają skrzydeł, szepczą słowa otuchy i wsparcia, przy których rośniecie, lub którzy po prostu są. Zawsze.



a tu dzisiejsza truskawkowa wersja
truskawkowe lato się niestety kończy, ale zaczyna się sezon na borówkę hihi

A teraz jestem jak radar wysyłający dobrą energię.
Wszyscy jesteście w jej zasięgu, którzy to czytacie :) Alleluja!

An ☮




wtorek, 10 czerwca 2014

szydełkowa medytacja

Próbowaliście kiedyś medytować?
Są różne techniki dla początkujących, by skupić uwagę i przerwać wewnętrzny monolog i gonitwę myśli. Można liczyć do dziesięciu, liczyć oddechy, skupiać się na własnym oddechu, na tym jak powietrze nas wypełnia i opuszcza, albo koncentrować uwagę na jakiejś wybranej rzeczy... Technik jest mnóstwo. Zainteresowani mogą zgłębić temat w innych miejscach :)
Ja zmierzam do tego, że ludzie potrzebują chwili dla siebie, takiego wyciszenia, zatrzymania się. Szukają czasem podświadomie takich chwil, by uspokoić umysł, bo nie tylko ciało potrzebuje odpoczynku. Ja próbowałam medytacji i niestety nie udało mi się "wciągnąć". Natrętne myśli powracały i łapałam się na tym, że już liczę 21..22..23.. albo wystarczyło, że mucha usiadła mi na nosie lub zaburczało w brzuchu i koniec medytacji... Może to nie był czas dla mnie. Teraz nawet nie próbuję z dwójka dzieci, ale kto wie może. kiedy zacznę wcześnie wstawać....
Podświadomie szukałam czegoś innego na zastępstwo, jakiegoś dobrego substytutu.
Chwilowo znalazłam jogę. Uwielbiałam po pracy iść powyginać ciało. Nie potrzebowałam zgłębiać filozofii. Wystarczyło mi skupiać się na tym jak ustawić poszczególne części ciała. To było świetne! Po ciężkim dniu umysł odpoczywał a rozciąganie ciałka po ośmiu godzinach za biurkiem też miało swoje plusy.
Teraz mam szydełkowanie :)
Nie śmiejcie się. To naprawdę medytacja. Zwłaszcza kiedy robisz serwetki ze wzoru i liczysz w myślach trzy oczka słupek, trzy oczka, słupek... :D
Być może powrócę jeszcze kiedyś do jogi, albo medytowania, ale na tę chwilę korzystam z takiej formy wyciszenia umysłu. Polecam wszystkim.
A Wy jakie macie sposoby?
Znajomy chodzi na ryby i kontempluje spławik ;)

       Efekt jednej medytacji - niebieska mandala :) No dobra, przyznam się, to był efekt kilku medytacji.

Pozdrawiam :)
An


i ommmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm z dedykacją dla Olgi ;)








środa, 4 czerwca 2014

matka frustratka

    W ostatnich dniach poziom frustracji osiągnął u mnie apogeum. Nie wiem.. Czy to te niedospane noce i brak wolnej chwili na naładowanie baterii... Byłam wredna nawet. Wyobrażacie sobie? Być może nawet potraficie sobie to wyobrazić, ale kto mnie zna ten wie że to jest zupełnie nie w moim stylu i że jestem strasznie przemiła w stosunku do innych i staram się raczej coś przemilczeć niż wdawać się w konflikty z obcymi osobami. Ta cecha to trochę taka ułomność, a trochę zaleta też bo czasem tak robię dla dobra swojego i swoich nerwów, które jak już uchylę im małą szparkę to potrafią z całą siłą wyważyć drzwi zdrowego rozsądku.
     No i wyszła ze mnie matka frustratka. Nagadałam jakiejś obcej babie, żeby pilnowała swoich dzieci, bo ile można słuchać, że "w stópki pewnie zimno, zaziębi się. w uszko nawieje..." aaaaaaaa! No ludzie..  Na karku się sprawdza czy zimno dziecku, a zapalenie ucha od nieleczonego kataru przecież... Nie mówiąc już o tym , że to nieładnie tak za plecami obgadywać kogoś i wtrącać nos w nie swoje sprawy.
     Wygadałam się i już mi lepiej :) Teraz jestem tym kwiatem lotosu na tafli jeziora hehe :)
 Kto wpada wieczorem na kawę i ciasto z owocami?

          Chill w moim "miejscu mocy" :)



I do posłuchania trochę morza ;)

Peace!
An 

czwartek, 13 lutego 2014

Ostatnio wcielam w życie dawne pomysły i nie usprawiedliwiam się przed sobą, nie szukam wymówek. W swoim tempie (czasem jak ślimak), ale do przodu, małymi kroczkami.
Wiele z moich planów i pomysłów się nie spełniło. Część dlatego, że miałam słomiany zapał. W momencie gdy pojawiał się problem, jakiś trudniejszy schodek do przekroczenia, którego nie mogłam przejść z taką samą łatwością jak do momentu w którym się zatrzymałam, poddawałam się.
Czasem dlatego, że w siebie nie wierzyłam, a może byłam trochę  leniwa. Czasem ta rzecz nad którą pracowałam do końca nie była "moja". Nie czułam tego czegoś na tyle by poświęcać swój czas i energię, a może... teraz to nie ważne.

Nie wszystko od razu, nie wszystko piękne i idealne. Zaakceptowałam te niedoskonałości małe, które na początku są. Może dałam też więcej akceptacji sobie po prostu i ruszyło do przodu. Po kolei każdą rzecz...
Patrzyłam na siebie (jak moja babcia nowa) z iskrą w oku i z uśmiechem na twarzy, patrzyłam pełna wiary w siebie i powiedziałam sobie tak, jak ona do mnie powiedziała kiedyś : "Zrobisz" :)
Wzięłam do ręki szydełko i zaczęłam robić serwetkę. Prosty wzór znaleziony w internecie. I jest :) Wykorzystałam ją do łapacza snów. Zapragnęłam taki mieć od kiedy go ujrzałam tu i postanowiłam, że sobie taki zrobię własnymi ręcami. Jeszcze w wakacje kupiłam tamborki, które chciałam wykorzystać do zrobienia łapacza. Doczekały się.

Zapomniałam jakie to uczucie satysfakcja z własnej pracy. Zrobienie czegoś o czym się marzyło od dawna. Zrobienie samemu od początku do końca.
To uczucie dające kopa do następnych działań.
Życzę Wam takich kopniaków jak najwięcej!
I sobie też :)




wzór szydełkowy
inspirujący pierwowzór
Bądźcie dla siebie dobrzy i pełni wiary :)
An ☮

poniedziałek, 3 lutego 2014

Minął rok...

Wróciłam.
Tyle się zmieniło od tamtej wiosny...
Moja rodzina powiększyła się o jednego członka. Mam teraz dwie prześliczne córeczki.
I jest fajnie.
Inaczej niż przy pierwszym dziecku.
Mam w sobie więcej spokoju.
Może dlatego, że tym razem wszystko jest już trochę bardziej znajome.
Może dlatego, ze mieszkamy w swoim własnym domu i mamy trochę więcej swobody.
A może dlatego, że nie było tego gwałtownego przeskoku z tego egocentrycznego życia, kiedy wszystko kręciło się wokół mnie i  mogłam robić co chcę, w którym ciągle coś się działo, gdzie otaczali mnie znajomi, do życia w czterech ścianach przeważnie z dzieckiem, które jeszcze nie umie mówić.
Nie mogłam się do końca pogodzić z tym, że tamto życie zniknęło, a jednocześnie nie umiałam zostawić malutkiego dziecka i wyjść na dłużej, a jeśli już tak się działo, to było to bardzo stresogenne
i wymagało ode mnie wielkiego wysiłku.
I powiem mamom, które myślą że ich dawne życie się skończyło i że będą już tylko kurami domowymi.
To prawda ;)
No może nie kurami, ale mamami będziemy już do końca życia, ale ten czas kiedy jesteśmy z naszymi malutkimi szczęściami szybko minie. Ten czas, kiedy one są tak bardzo od nas zależne.

Teraz nie zamienię chwil z moją rodziną na nic innego.
Oni są dla mnie najważniejsi.
Kocham Was!
(Wiem, że do walentynek jeszcze trochę czasu, ale chyba nie potrzeba okazji, by powiedzieć ludziom na których nam zależy, co czujemy)

Teraz już się nie biczuję się z tego powodu, że jestem w domu z dzieckiem. To mój wybór i czuję się z tym dobrze i nikt mi nie wmówi, że coś ze mną jest nie tak.
Potrafię sobie zorganizować krótkie wolne chwile bardzo ciekawie i nie narzekam na brak życia towarzyskiego, mimo że prawie nie wychodzę z domu (kto by chciał wyściubiać nos w te straszne mrozy hehe)

Gdzieś ostatnio czytałam o tym, by iść za głosem serca, jeśli chodzi o rodzicielstwo.
Podejmujemy różne decyzje i ważne jest by podejmować je dla dobra dziecka, ale nie zapominajmy by być w zgodzie ze sobą.
I czasami trzeba puścić przez palce to co mówi teściowa, jakieś ciocie klocie czy dobre koleżanki i posłuchać siebie.
(Od razu zaznaczam, że mam bardzo dobrą teściową :D)



Mam  w planach znowu pojawiać się częściej na blogu, więc do zobaczenia :)
Pozdrawiam wszystkich cieplusio,
An ☮