czwartek, 13 lutego 2014

Ostatnio wcielam w życie dawne pomysły i nie usprawiedliwiam się przed sobą, nie szukam wymówek. W swoim tempie (czasem jak ślimak), ale do przodu, małymi kroczkami.
Wiele z moich planów i pomysłów się nie spełniło. Część dlatego, że miałam słomiany zapał. W momencie gdy pojawiał się problem, jakiś trudniejszy schodek do przekroczenia, którego nie mogłam przejść z taką samą łatwością jak do momentu w którym się zatrzymałam, poddawałam się.
Czasem dlatego, że w siebie nie wierzyłam, a może byłam trochę  leniwa. Czasem ta rzecz nad którą pracowałam do końca nie była "moja". Nie czułam tego czegoś na tyle by poświęcać swój czas i energię, a może... teraz to nie ważne.

Nie wszystko od razu, nie wszystko piękne i idealne. Zaakceptowałam te niedoskonałości małe, które na początku są. Może dałam też więcej akceptacji sobie po prostu i ruszyło do przodu. Po kolei każdą rzecz...
Patrzyłam na siebie (jak moja babcia nowa) z iskrą w oku i z uśmiechem na twarzy, patrzyłam pełna wiary w siebie i powiedziałam sobie tak, jak ona do mnie powiedziała kiedyś : "Zrobisz" :)
Wzięłam do ręki szydełko i zaczęłam robić serwetkę. Prosty wzór znaleziony w internecie. I jest :) Wykorzystałam ją do łapacza snów. Zapragnęłam taki mieć od kiedy go ujrzałam tu i postanowiłam, że sobie taki zrobię własnymi ręcami. Jeszcze w wakacje kupiłam tamborki, które chciałam wykorzystać do zrobienia łapacza. Doczekały się.

Zapomniałam jakie to uczucie satysfakcja z własnej pracy. Zrobienie czegoś o czym się marzyło od dawna. Zrobienie samemu od początku do końca.
To uczucie dające kopa do następnych działań.
Życzę Wam takich kopniaków jak najwięcej!
I sobie też :)




wzór szydełkowy
inspirujący pierwowzór
Bądźcie dla siebie dobrzy i pełni wiary :)
An ☮

poniedziałek, 3 lutego 2014

Minął rok...

Wróciłam.
Tyle się zmieniło od tamtej wiosny...
Moja rodzina powiększyła się o jednego członka. Mam teraz dwie prześliczne córeczki.
I jest fajnie.
Inaczej niż przy pierwszym dziecku.
Mam w sobie więcej spokoju.
Może dlatego, że tym razem wszystko jest już trochę bardziej znajome.
Może dlatego, ze mieszkamy w swoim własnym domu i mamy trochę więcej swobody.
A może dlatego, że nie było tego gwałtownego przeskoku z tego egocentrycznego życia, kiedy wszystko kręciło się wokół mnie i  mogłam robić co chcę, w którym ciągle coś się działo, gdzie otaczali mnie znajomi, do życia w czterech ścianach przeważnie z dzieckiem, które jeszcze nie umie mówić.
Nie mogłam się do końca pogodzić z tym, że tamto życie zniknęło, a jednocześnie nie umiałam zostawić malutkiego dziecka i wyjść na dłużej, a jeśli już tak się działo, to było to bardzo stresogenne
i wymagało ode mnie wielkiego wysiłku.
I powiem mamom, które myślą że ich dawne życie się skończyło i że będą już tylko kurami domowymi.
To prawda ;)
No może nie kurami, ale mamami będziemy już do końca życia, ale ten czas kiedy jesteśmy z naszymi malutkimi szczęściami szybko minie. Ten czas, kiedy one są tak bardzo od nas zależne.

Teraz nie zamienię chwil z moją rodziną na nic innego.
Oni są dla mnie najważniejsi.
Kocham Was!
(Wiem, że do walentynek jeszcze trochę czasu, ale chyba nie potrzeba okazji, by powiedzieć ludziom na których nam zależy, co czujemy)

Teraz już się nie biczuję się z tego powodu, że jestem w domu z dzieckiem. To mój wybór i czuję się z tym dobrze i nikt mi nie wmówi, że coś ze mną jest nie tak.
Potrafię sobie zorganizować krótkie wolne chwile bardzo ciekawie i nie narzekam na brak życia towarzyskiego, mimo że prawie nie wychodzę z domu (kto by chciał wyściubiać nos w te straszne mrozy hehe)

Gdzieś ostatnio czytałam o tym, by iść za głosem serca, jeśli chodzi o rodzicielstwo.
Podejmujemy różne decyzje i ważne jest by podejmować je dla dobra dziecka, ale nie zapominajmy by być w zgodzie ze sobą.
I czasami trzeba puścić przez palce to co mówi teściowa, jakieś ciocie klocie czy dobre koleżanki i posłuchać siebie.
(Od razu zaznaczam, że mam bardzo dobrą teściową :D)



Mam  w planach znowu pojawiać się częściej na blogu, więc do zobaczenia :)
Pozdrawiam wszystkich cieplusio,
An ☮