poniedziałek, 3 lutego 2014

Minął rok...

Wróciłam.
Tyle się zmieniło od tamtej wiosny...
Moja rodzina powiększyła się o jednego członka. Mam teraz dwie prześliczne córeczki.
I jest fajnie.
Inaczej niż przy pierwszym dziecku.
Mam w sobie więcej spokoju.
Może dlatego, że tym razem wszystko jest już trochę bardziej znajome.
Może dlatego, ze mieszkamy w swoim własnym domu i mamy trochę więcej swobody.
A może dlatego, że nie było tego gwałtownego przeskoku z tego egocentrycznego życia, kiedy wszystko kręciło się wokół mnie i  mogłam robić co chcę, w którym ciągle coś się działo, gdzie otaczali mnie znajomi, do życia w czterech ścianach przeważnie z dzieckiem, które jeszcze nie umie mówić.
Nie mogłam się do końca pogodzić z tym, że tamto życie zniknęło, a jednocześnie nie umiałam zostawić malutkiego dziecka i wyjść na dłużej, a jeśli już tak się działo, to było to bardzo stresogenne
i wymagało ode mnie wielkiego wysiłku.
I powiem mamom, które myślą że ich dawne życie się skończyło i że będą już tylko kurami domowymi.
To prawda ;)
No może nie kurami, ale mamami będziemy już do końca życia, ale ten czas kiedy jesteśmy z naszymi malutkimi szczęściami szybko minie. Ten czas, kiedy one są tak bardzo od nas zależne.

Teraz nie zamienię chwil z moją rodziną na nic innego.
Oni są dla mnie najważniejsi.
Kocham Was!
(Wiem, że do walentynek jeszcze trochę czasu, ale chyba nie potrzeba okazji, by powiedzieć ludziom na których nam zależy, co czujemy)

Teraz już się nie biczuję się z tego powodu, że jestem w domu z dzieckiem. To mój wybór i czuję się z tym dobrze i nikt mi nie wmówi, że coś ze mną jest nie tak.
Potrafię sobie zorganizować krótkie wolne chwile bardzo ciekawie i nie narzekam na brak życia towarzyskiego, mimo że prawie nie wychodzę z domu (kto by chciał wyściubiać nos w te straszne mrozy hehe)

Gdzieś ostatnio czytałam o tym, by iść za głosem serca, jeśli chodzi o rodzicielstwo.
Podejmujemy różne decyzje i ważne jest by podejmować je dla dobra dziecka, ale nie zapominajmy by być w zgodzie ze sobą.
I czasami trzeba puścić przez palce to co mówi teściowa, jakieś ciocie klocie czy dobre koleżanki i posłuchać siebie.
(Od razu zaznaczam, że mam bardzo dobrą teściową :D)



Mam  w planach znowu pojawiać się częściej na blogu, więc do zobaczenia :)
Pozdrawiam wszystkich cieplusio,
An ☮

9 komentarzy:

  1. Jakbym ja to pisała... Tylko jakaś taka pozytywna bo ja się nieraz jeszcze chłoszczę... Piękne wyznanie napisałaś. Dobrze, że wróciłaś do blogowego świata i gratuluję macierzyństwa na bis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak piszesz :) Dziękuję i życzę Ci zamiast chłosty dużo wewnętrznych tulasów i uśmiechów!

      Usuń
  2. :) Witaj:)
    Miło znów Cię czytać....teraz ja miewam przerwy w pisaniu, ale po pracy często sił brak na zebranie myśli....
    Ściskam Was mocno!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, Ola :D
      Nie zbieraj ich tylko wyrzuć z siebie- jak sama o nich piszesz - myśli pourywane Twe :)
      Lubię je.
      Będę zaglądać :)

      Usuń
  3. <3 Dużo Szczęścia! Ściskam Mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakbym czytała siebie. Druga córka, spokój, nowy dom, swoboda, czerpanie przyjemności z bycia kurą domową ;) twórcze wykorzystywanie skwarka wolnego czasu... zadowolenie z tego, jak jest. Zgadzam się z każdym zdaniem, naprawdę.
    Pozdrawiam ciepło i życzę, aby ten entuzjazm i uczucie spełnienia nigdy nie przemijały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...no tak, noc, ja głodna i chyba mi gdzieś pierogi ze skwarkami po podświadomości biegają. Oczywiście chodziło mi o skrawek... nie o skwarek ;D

      Usuń
    2. własnie zobaczyłam te komentarze :D skwarki wolnego czasu - lubię to! będę używać :)

      Usuń